..
Ósmy kontynent czyli rzecz o jaskiniach

13 | 11353
 
 
2013-10-09
Odsłon: 593
 

Relacja z Picos 2013

 Wrót do ,,Szczytów Europy” pilnie strzeże niepozorna wioska, Covadonga - miejsce symbol. Jak polska Częstochowa, czy (greckie dziś) Lepanto. To tu na początku VIII w. ważyły się losy Półwyspu Iberyjskiego, jeżeli nie całej Europy. Ten jedyny, z pozoru niepotężny, bastion na półwyspie, którego Maurom nigdy nie udało się zdobyć, co roku latem staje się bramą wjazdową dla grupy grotołazów-eksploratorów z wrocławskiego Speleoclubu. Czy podziemna część Asturii również okaże się twierdzą nie do zdobycia? Jaki będzie wynik czterotygodniowych, jaskiniowych zmagań?

Najpierw jednak czeka nas naszpikowana ostrymi zakrętami, przewieszona ponad urwiskami, droga w górę. W takich warunkach zachwyt pięknem kantabryjskich szczytów, pomiędzy którymi połyskują polodowcowe tafle jezior, musi iść w parze z niezwykłą czujnością podróżujących. Na szczęście odpowiednio rozmieszczone punkty widokowe pozwalają, choć przez chwilę, skupić wzrok już tylko na majestatycznej panoramie, którą odsłaniają przed nami kolejne wysokości.

 

Z czasem kończy się droga, po której można jeszcze poruszać się samochodem. Ostatni parking położony jest niedaleko tradycyjnego domku pasterskiego, który należy do zaprzyjaźnionego ze Speleoclubem Armanda. Tu regenerujemy siły po podróży, by kolejnego dnia rozpocząć wymarsz jeszcze wyżej – na Barrastrosas, w okolice 2 tys. m n.p.m, gdzie znajduje się polska speleologiczna strefa eksploracyjna.

Z kilkudziesięciokilogramowym bagażem na plecach droga z domku Armanda na Barrastrosas trwa 3-4 godziny. Gdyby nie to, że od czasu do czasu warto spojrzeć, co się ma pod nogami – od pocztówkowych widoków w zasadzie nie odrywa się po drodze oczu. Mnogość odcieni zieleni coraz gęściej kontrastowo przeplata szarobiały wapień i topniejące od wiosny połacie śniegu. Nieustannie słychać dzwonki. Tutejsze krowy zdają się nie przejmować zbytnio turystami, beztrosko skubiąc trawę, gdzie im się tylko podoba. Pejzaż w sam raz dla miłośników bardziej urozmaiconego, aniżeli płaskie morze, krajobrazu, choć – przy dobrej widoczności – zobaczyć stąd można i Atlantyk.

 

Tymczasem na Barrastrosas przybywają kolejni wyprawowicze, organizują bazę, rozkładają namioty… Jeszcze tylko kilka transportów góra-dół i możemy ruszać na podbój podziemia.

Wreszcie, po uprzednim rekonesansie, pierwsza akcja jaskiniowa w PE001 - jaskini wewnątrz góry Santa Maria (2596 m n.p.m.). Duży otwór zasypany jest śniegiem, toteż atak następuje małym otworem, do którego swobodnie można dojść przez wytopioną przy skalnej ścianie szczelinę. Udaje się przetrzeć szlak do miejsca, w którym drogi z obu otworów łączą się

w jeden ciąg jaskiniowy.

 

Kluczowe natarcia - w burzliwym ferworze przygotowań. Trójka ochotników pomaga przy organizowaniu biwaku na głębokości 300 m w PE001. Dwie dwójki (Tomek i Buła, Olaf

i Krycha) przejmują kolejno czoło działań. Warunki bojowe nie najlepsze - podczas akcji

w jaskini, na powierzchni burza i ulewa, więc w studniach mokro. Co tam jednak woda za kołnierzem i w kaloszach, podczas gdy bój toczy się nie o byle co! Czy padnie rekord głębokości? Czy będzie -1000 m? Udaje się zaporęczować i przemierzyć kilka nowych odcinków. Jaskinia wydaje się nie mieć dna. Są perspektywy - jest o co walczyć.

 

Tymczasem główny dowodzący, Zbychu, zarządza kampanię na bocznym froncie. Krycha, Adam i dwie Kasie zostają wysłani do jaskini Cembavieya w celu dokonania deporęczu, co zdecydowanie powinno zasilić potencjał linowy działań na froncie głównym.

PE001 wciąż okupowana – tym razem przez Tomka i Bułę oraz Olafa i Maćka. Robota wre, jaskiniowy szpej chrzęści niczym zbroja z czasów Pelagiusza z Asturii.

 

Korzystając z dopisującej aury, jaskiniowi weterani (Stahoo, Szuflada i Koń) postanawiają wypróbować nowy rodzaj amunicji – w PE001 rozpoczyna się akcja pod kryptonimem ,,Dym”. Próba dymienia wewnątrz jaskini wykazuje istnienie tajnego otworu, który weterani bezskutecznie próbują namierzyć z pomocą młodych szeregowców.

Po akcji, w ramach ćwiczeń, młodzi grotołazi próbują dostać się na dno G8. Z braku sprzętu, który pozostał na froncie, w połowie drogi następuje wycof.

Przed czasem z pola walki na przeszło -800 m wracają Tomek i Buła, za nimi Olaf i Maciek. Ciasno i krucho, ale jaskinia wciąż ,,puszcza”.

 

W międzyczasie Stahoo, Koń i Szuflada rozpoczynają badania nad enigmatycznym, bocznym meandrem w PE001. Do PE001 z misją kartograficzną zostają wysłani też Adam i Marta.

W tym samym czasie, ponad jaskinią PE001, na szczycie Santa Marii zostaje złożona oferta …matrymonialna. Radość narzeczonych na krótko odwraca uwagę walecznych wyprawowiczów od jaskiniowych mroków, które to później dowódca Zbychu postanawia rozświetlić, planując kolejną zorganizowaną interwencję w G8 – tym razem fotograficzną.

Następnie, w celu rozpoznania terenu, Zbychu zabiera młodych grotołazów na tour de Picos polską częścią eksploracyjną przez strefy G, B, A i C, z wejściem przez grań Los Garapozales na Torre del Alba z widokiem na dolinę z rzeką Cares i Masyw Centralny Picos de Europa.

Kierownik zamieszania, wraz z Tomkiem, bierze też udział w ostatecznym, decydującym starciu w PE001 – tym razem z użyciem ,,broni chemicznej” w postaci fluoresceiny barwiącej jaskiniową wodę. Ich podziemna batalia kończy tegoroczne potyczki wrocławskiego Speleoclubu w Picos. Jeszcze tylko wymiana woreczków z węglem aktywnym w skalnych wywierzyskach, skąd może wypływać zabarwiona woda i czas zawiesić tu ,,jaskiniową broń” do przyszłego roku z rezultatem (bez mała) -900 m.

 

Szkoda opuszczać ten bajkowy krajobraz – radosny w słońcu, melancholijny we mgle, księżycowy w nocy, tajemniczy pod powierzchnią… Obcując z takim pięknem, potęgą stworzenia – z jednej strony wydaje się człowiekowi, że widzi wszystko nowe; z drugiej – czuje się częścią tej niezmierzonej całości, której zaledwie nikłe fragmenty jest w stanie oglądać i to, na co patrzy, wydaje mu się dziwnie znajome. Do takiego piękna i potęgi człowiek zawsze tęskni… i ta tęsknota wydaje się być z nim związana jak góra z doliną, studnia z jaskiniowym meandrem, walka z ziemską egzystencją…, jak on sam związany jest

z resztą świata…

 

Autor: Marta Czech        

Zdjęcia: Zbigniew Grzela

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd